... i o wszystkim.
Ostatnio się o wszystko wkurzam, i nic dziwnego do cholery idą święta. Nigdy mi się dobrze nie kojarzyły. Banda pijaków nażre się, za dużo wypije i gada o polityce... magia świąt, esencja po prostu. Jak się okazuje w tym roku mam do obskoczenia dwie takie uroczystości... i o ile wiem co potrafi zrobić moja rodzina, co będzie się działo na drugim zgromadzeniu nie mam pojęcia. Szkoda mi tylko, że mój dziadek ukochany będzie mocno zawiedziony, jako że na naszej rodzinnej "wigilii" pojawie się sama, a nie mam siły wymuszać teraz obecności na mojej drugiej połowie i tłumaczenia, że jednak chociaż na chwile powinien się tam pojawić. Co prawda starałam się mu to uzmysłowić w jakiś delikatny sposób, ale tutaj chyba potrzeba metody jakiej mój dziadek używał w stosunku do swojego telewizora ? "jak nie jebniesz to nie ruszy"...
No może w końcu w tym roku pójdziemy do kina.. jakoś nie licze na to zbytnio, ale moja matka twierdzi, że zawsze za bardzo się łudze. Ale cóż ona jest z moim ojcem, który dość często coś obiecuje i jakoś tak mu nie wychodzi, po czym zapomina o sprawie... nienawidze tego :/
No a poza tym władowałąm się w kolejny kredyt, a nawet dwa... co prawda podobno nie ja go bede spłacać ale co za różnica... Najważniejsze, że kupiłam bąblowi konsole (ciekawe jak go od niej będe odciągać - ale to pomijam... na razie :P) i jest zadowolony. Ja za to mam wielkie 29" pudło w miejsce czegoś co przez dłuższy czas nazywałam telewizorem (14" bleeeeee)...
No to mamy świeta.... echhhhhhh....