W końcu mam wolną chwilkę żeby coś napisać... tylko, kurde, nie bardzo wiem co :/
Za dużo się działo przez ten rok.
Aż mi się wierzyć nie chce, że aż tyle już minęło.
Syn chodzi do przedszkola (od października):
Jak na razie nie słychać protestów, ciotki mu się podobają. Dziewczyny za nim szaleją (zastanawiam się czy klepanie je po tyłkach ma w tym jakiś udział :P). Szkoda tylko, że często dosyć choruję :( W listopadzie zaliczyliśmy nawet tygodniowy pobyt w szpitalu. Jeżeli (tfu, tfu) ktoś z was będzie zmuszony jechać z dzieckiem na hospitalizacje to niech was wasz Bóg broni jechać na NIEKŁAŃSKĄ !!! Może i lekarze mili, ale te baby wstrętne co się niby mają dziećmi zajmować to to tragedia :/ Mały przykład: mieliśmy w pokoju chłopca (matka pracuje, mieszka poza warszawą, jednym słowem kicha), który mówiąc krótko narobił w pieluchę. Dwie godziny trwało zanim ktoś się zainteresował, pomimo moich i Pawła upomnień.
Natomiast my wracaliśmy do domu na noce. Pomijając fakt, że byliśmy tam od ok 9:00 do 23:00, a wychodziliśmy dopiero jak Patryk usnął (przesypiał całą noc) - co wieczór byliśmy żegnani tekstem "O, już wychodzą!".
Niektórzy muszą, KURWA!!!, pracować.
Całe szczęście po tygodniu wróciliśmy do domku :)
A teraz znowu chorujemy, ale na szczęście dużo lżej. A dziecko idące do lekarza wygląda tak:
natomiast najszczęśliwsze dziecko na świecie wygląda tak...
Poza tym w pracy jest coraz lepiej :) Rok 2009 wymazuję w ogóle z pamięci - takich rzeczy nie warto pamiętać :/
W domu cudnie - każdej kobiecie z całego serca życzę takiego męża jak mój (Ostrzegam, że ten egzemplarz jest już zajęty!!!).
Teraz jestem na etapie spraszania ludzi na, nazwijmy to "niespodziankowe", urodziny :P
A gdyby ktoś miał wątpliwości, to szczęśliwy mąż wygląda właśnie tak: